szukaj  |   kontakt

Apolinary POlek - Kołysanka dla NieznajowejDariusz Rubin - PROWINCJAL TANGO - liveTomasz Rokosz - Wicher dmie

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2008 » Echa Spotkań Zamkowych 2008
Warszawskie Echa Olsztyńskich Spotkań Zamkowych 2008

Już drugi raz miałem przyjemność uczestniczyć w koncercie pt. "Echa Spotkań". Dla niewtajemniczonych przypomnę, że koncert ten odbywa się w Warszawie, a uczestniczą w nim laureaci i gwiazdy niegdyś bardzo sławnych Olsztyńskich Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych "Śpiewajmy Poezję". Piszę niegdyś, bo dziś impreza ta pokryła się patyną jak dachy historycznych kamienic. Patyna ta niestety nie pozwala jej błyszczeć jak za dawnych lat.

Jerzy Dziedziczak | 

Amfiteatr w Parku SowińskiegoCo roku po zakończeniu w Olsztynie 'Spotkań Zamkowych', laureaci konkursu i gwiazdy przyjeżdżają do Warszawy (lub są do niej przywożone) aby zaprezentować w 'stolicy' swoją 'twórczość'. Idea bardzo szczytna i potrzebna bez wątpienia. Jednak jak to w naszym, cytując za Piotrem Bukartykiem, 'prężnie rozwijającym się mocarstwie' bywa, gorzej jest już z jej realizacją. Na miejsce tych koncertów wybrano amfiteatr w Parku Sowińskiego. Niby fajnie, początek lipca, wakacji, z reguły ciepło, miło, wata cukrowa, popcorn -  ogólnie sympatycznie. Niestety amfiteatr ten nie grzeszy dobrą akustyką, wręcz przeciwnie akustyka jest tam okropna! Pogłos, echo jest ogromne, dając takie zwielokrotnie dźwięku, że trudno się w tym wszystkim połapać. O ile małe formy muzyczne w pierwszych rzędach albo tuż pod sceną są w miarę czytelne, o tyle dalej to już kompletnie nie da się zrozumieć nawet co mówi konferansjer. Jeśli w tych warunkach zabrzmi jakaś forma z sekcją rytmiczną (perkusja + bas), nie daj Bóg gitara elektryczna, to zamiast muzyki mamy hałas jak w fabryce pustaków. Jedyną szansą dla tego miejsca jeśli chodzi o akustykę, byłoby zastosowanie całych grup małych głośników rozłożonych równomiernie po całej widowni i zastosowanie linii opóźniających. Myślę jednak, że takie rozwiązanie przekracza możliwości większości firm nagłaśniających w tym kraju, a już na pewno nie zmieści się w budżecie olsztyńskiej imprezy. Wiem, nieco się rozgadałem na tematy techniczne, ale niestety nie mogę inaczej, bo to co opisałem powyżej miało bezpośredni wpływ na to co wydarzyło się 6 lipca tego roku w Parku Sowińskiego.

Amfiteatr w Parku SowińskiegoKoncert "Echa spotkań" jest podzielony na dwie części. W pierwszej prezentują się laureaci konkursu, w drugiej jest koncert z udziałem uznanych już wykonawców. I tak w roku ubiegłym był to koncert poświęcony twórczości Grzegorza Ciechowskiego - lidera Republiki. A w tym roku mieliśmy koncert poświęcony twórczości Wiesława Dymnego (artysta związany z krakowską Piwnicą pod Baranami). Kierownik muzyczny (Antoni Łazarkiewicz) podszedł do twórczości p. Dymnego dość współcześnie i nowatorsko. Przez co można było odnieść wrażenie, że jest się na koncercie mocno rock'owym. W podejściu tym nie ma nic złego, można a nawet należy podchodzić do zadań twórczo i nietypowo. Niestety ani reżyser ani kierownik muzyczny (choć mieszkają w Warszawie) nie uwzględnili parametrów akustycznych amfiteatru na Woli albo po prostu może nie znali tego miejsca. Tak, czy inaczej efekty były niestety opłakane. Zamiast muzyki i wartościowego tekstu widzowie dostali ścianę dźwięku porównywalną z fabryką pustaków (byłem kiedyś w takiej) albo z walcownią stali. Pierwsi słuchacze zaczęli wychodzić w połowie pierwszego utworu, ja i moi znajomi wytrzymaliśmy trzy i też wyszliśmy. Po prostu nie było żadnego sensu męczyć uszu, bo nie było w tym nic przyjemnego.

Opublikowany: 2009-01-17 22:06:05
Strony: