szukaj  |   kontakt

Sfera szeptów - Z najszlachetniejszych kamieniDGZZ - Zwody [2001]MATEUSZ RULSKI - Bądź sobą

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."

Miszung

to tytuł najnowszej płyty zespołu Chwila nieuwagi. Miszung to śląski termin oznaczający mieszaninę, harmider, rozgardiasz czy bałagan. Wg. zespołu, takie cechy nosi właśnie ta płyta - jest stylistycznie i gatunkowo zróżnicowana.


strona główna » relacje z imprez » rok 2009 » BardoGrajka V - Jan Kondrak
Jan Kondrak - BardoGrajka V - Kraśnik 13 XI 2009 -cd.
Jan Kondrak (fot. Grzegorz Marcinkowski)Po chwili wrócił, nie oddelegowany zbyt daleko, Sted: w „Piosence dla piosenki" i szlagierze „Wędrówką jedną życie jest człowieka", brzmiącym etnicznie, jakoś tak „indiańsko", jakby gitara Kondraka posiadała dodatkowe funkcje: „fletnia Pana" i „okaryna". Obie te pieśni przedzieliło „Samo piękno", zaśpiewane bez zapowiedzi, tak jak bez uprzedzenia, znienacka, przychodzi zakochanie („stało się, z tym do twarzy jest (...) w Tobie to kandelabry brzmią, rozpostarty lśni dzwon"). Później przyszła kolej na „Lot świetlistej ćmy", piosenkę o facecie, który swoim autem („pod maską konie napojone") jedzie za szybko („nim błyśnie świt zapuka mój los do Twych drzwi"), bo chce coś powiedzieć swojej dziewczynie („nie ma w eterze innych kobiet, Ty jesteś gwiazda gwiazd"). Tęsknota za tolerancją, czasem, w którym możliwa była jedność, dała się słyszeć w pieśni poświęconej Włodawie, miasteczku trzech kultur we wschodniej Polsce, którego rynek dzielą zgodnie synagoga, cerkiew i kościół („do Włodawy (...) do korzennych ludzi (...) Bóg na wyciągniecie tutaj"). Dalej na wschód... Przed „Atamanem" Kondrak opowiedział historię o tym, jak przylgnęła do niego ta pieśń: przed laty w Zielonej Górze nieopatrznie pochwalił się, że zna utwór Żanny Biczewskiej, po czym... musiał śpiewać go do rana. Wykonanie bardograjkowe magister filologii polskiej poprzedził małym wykładem dotyczącym wyznaczników hymnu (niewielki zasób słów, wyraźnie określony wróg) i wdzięczną refleksją („po cholerę pisać piosenki, gdy już tyle ładnych napisanych"). „Ataman" był kolejnym tego wieczoru utworem wykonanym przy udziale podżeganej przez barda do popełnienia „zbiorowego gwałtu na piosence" publiczności. Na zakończenie lekko bluesowo pobrzmiewała „Piosenka w samą porę". (Niech ją sobie nazywają odpowiedzią na „Atamana" - dla mnie to rzecz o wypalonej miłości. I przepiękna kołysanka - słuchałam jej potem do poduszki przez kilka wieczorów, znów... i znów... i znów...).

Publiczność, oczywista, nie pozwoliła odejść Janowi Kondrakowi; musiał się wykupić trzema bisami. Pierwszym była piosenka „Na piechotę" („doczekasz jeszcze dnia (...) deszcz jeśli już będzie padał Ci do stóp"). Drugim „Nafta i gaz", z małą próbką parodystycznego talentu barda i prostą, nie owiniętą w bawełnę życiową prawdą: „głodnym rządzi zupa, a pijakiem flaszka, chłopem rządzi baba, światem gaz i nafta". Trzecim („któż to może być, beze mnie co nie może żyć?") „Biała lokomotywa". Ostatnia już piosenka była jak flirt z publicznością; zauroczeni słuchacze podejmowali wszystko, co śpiewak podał im do ust: białą lokomotywę, białą biłgorajską kiełbaskę, a nawet... „Love Me Tender".

Ta kameralna scena przypomniała mi zapierające dech w piersiach Wembley, na którym Freddie Mercury kokietował fanów potężną skalą swego głosu. Głos - jaki u Kondraka jest, każdy słyszy - to jedna z najpotężniejszych broni barda. Czy przy akompaniamencie gitary, czy z bogatym instrumentarium Federacji - brzmi zdumiewająco, zachwycająco, jego wysokie rejestry budzą dreszcze. Ale oprócz dźwięku - formy - jest przecież treść. Dobrze się słucha Kondraka, bo śpiewa poezję, a gdy mówi, mówi rozsądnie, ciekawie, „po ludzku". Jego polszczyzna jest soczysta i dosadna, opowieści potoczyste, okraszone świetnym poczuciem humoru, podbite dystansem do osoby własnej i osób cudzych. Słychać, widać, że ten człowiek ma wielką klasę.

Piąta Bardograjka zrewidowała poniekąd pewien mój pogląd. Od jakiegoś czasu Mirosława Czyżykiewicza i Jana Kondraka uważałam za najbardziej monumentalne (może z racji postury?;-)) postaci polskiej piosenki literackiej, przy czym pierwszy był (i wciąż jest!) dla mnie „bardem serca", drugi zaś - głowy, intelektu. „Jak pisać o Kondraku?" - ogarniał mnie lęk, bo pan Jan jawił się przede mną jako ogromny, surowy, złośliwy (skąd mi się to wzięło?) mentor, który bez ogródek wytknąłby mi braki w lekturze Dostojewskiego i rąbnął między oczy moją własną ignorancją. Listopadowy recital sprawił, że dostrzegłam w nim wielkie, mądre serce - nauczyciela i przewodnika, a nie sędziego. Wiedzą o tym najlepiej zawróceni ze złej drogi wychowankowie Mistrza, wśród których można spotkać niejednego śpiewającego, o znanym głosie poetę... Ale w tym już Jacka Kadisa głowa, by nam w niedalekiej przyszłości przybliżyć ich drogi...
Opublikowany: 2009-11-27 16:30:00
Strony:
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 4,80
Komentarze
Data:
 2010-09-26 16:45:50
Autor:
 widz
Treść:
 cieszę się,ze moglam byc na tym koncercie.Wspaniały.
e-mail:
 
Data:
 2009-12-29 11:54:20
Autor:
 Edytka
Treść:
 Dziękuję za piękną i budującą parafrazę, pozdrawiam najcieplej!
e-mail:
 edykasia@poczta.onet.pl
Data:
 2009-12-27 16:44:15
Autor:
 autor
Treść:
 Edytko" nic a nic nie obawiaj się pisać" pozdrawiam !
e-mail:
 
Data:
 2009-12-16 16:32:43
Autor:
 słuchacz
Treść:
 Ładnie napisane :) .
Szkoda, że przegapiłem i mnie nie było.
e-mail: