szukaj  |   kontakt

Gabriela Lencka - Niegramatyczne RozmowyWojtek Gęsicki - WybieramyRobert Mazurkiewicz - Przed podróżą

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

Mężczyzna z zakolami - Łukasz Majewski

"Mężczyzna z zakolami" to tytuł debiutanckiej płyty Łukasza Majewskiego. W skład programu wchodzi szesnaście autorskiech piosenek.

Ślad po człowieku

Po wielu latach od nagrania, wreszcie ukazała się ta płyta. Płyta będąca podsumowaniem dotychczasowego okresu w twórczości oraz otwierająca nowy okres... Jaki to okres? Tego nikt nie wie, nawet autor ;-)

Zmyślony

„Zmyślony" to długo wyczekiwany, debiutancki album Marcina Skrzypczaka - gitarzysty, pieśniarza, kompozytora i autora tekstów."


PATRONATY
TROMBITA 2018

YAPA 2018

Moja Wolności 2018

NieBajka Łukasza Majewskiego

"Podróż"


strona główna » relacje z imprez » rok 2011 » Bardograjka XVI - Jacek Musiatowicz
Bardograjka XVI - Jacek Musiatowicz

To był dzień jak każdy, niczym nie różnił od się od całej masy pozostałych. Ludzie zebrani w sali Osiedlowego Domu Kultury „Pomoc” nie spodziewali się tego, co miało się tam wydarzyć.

Joanna Dąbrowska | 

Był ciepły wrześniowy wieczór, wszystko szło zgodnie z planem. Na scenę wszedł Jacek Kadis i dziękując sponsorom: Starostwu Powiatowemu w Kraśniku, ODK Pomoc, Miejskiej Komisji Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i JM Sound, zaprosił do mikrofonu Jego – człowieka, który w ciągu 2 godzin miał odcisnąć piętno swej twórczości na wrażliwości pewnej zwykłej kobietki (czyli mojej). Wyłoniwszy się z cienia ukazał się mym oczom człowiek o długich włosach (tzn. takich do ramion) i posturze Michała Wołodyjowskiego. Jednak orężem tego dzielnego męża nie była szabelka, a przytwierdzona do jego boku piękna, lśniąca gitara. Po prawicy Jacka Musiatowicza niczym wierny giermek dumnie wkroczył na salę Michał Musiatowicz (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa). Jacek i Michał wespół w zespół rozpoczęli to, na co wszyscy czekali – XVI Bardograjkę.

Zaczęli delikatnie, jakby badając grunt, „Wróżyczką nie ma to jak”. „Nie ma to jak się upić jej uśmiechu grymasem. Swoje życie odkupić jak skończyć życie przed czasem. (…) A tu patrz upojona żywiołem właściwa miłość pod stołem, A tu patrz sądzą ludzi po pyskach, nazwiska, tylko nazwiska.” Na samym początku koncertu JM powiedział, że jest zanurzony w bluesie i rock'n'rollu i po pierwszej piosence zrozumiałam, że to stwierdzenie nie było jedynie ładne brzmiącym frazesem, ale najprawdziwszą prawdą. W tym i w każdym kolejnym utworze słyszałam jakąś przedziwną (ale ładną) dyfuzję wszystkiego tego, czego kiedyś sama słuchałam. Bo gdzieś to wszystko przywoływało mi na myśl Harlem, Stare Dobre Małżeństwo, Led Zeppelin, koreański hip hop... No może trochę przesadziłam z tym koreańskim hip hopem, ale sens jest taki, że w artyście chcę odnaleźć wszystkie te dźwięki, które poruszają moją jakże wrażliwą duszę. To mój sentymentalizm skłonił mnie do refleksji, że ten tu oto artysta to bluesowy romantyk. Zadowolona sama z siebie, że doszłam do takiego fajnego wniosku, nie byłam chyba dostatecznie gotowa na następny utwór, który wbił mnie w krzesło. „Małgocha” (autorstwa P. Bukartyka – przyp. J.K.) to historia tak smutna, że jednocześnie wywołuje (przynajmniej u mnie) wyrzuty sumienia do tego stopnia, że mam ochotę przeprosić za to jaka jestem ślepa na to, że ” Małgocha opuściła dom, nie zauważył tego nikt. W kuchni zostawiony list ze stołu spadł przez wiatr. W tym liście było „no to pa, co złego to nie ja.” Piosenka poruszyła mnie bardzo, ścisnęła za serce nie tylko tekstem, ale i prawdziwym rockowym brzmieniem, do tego stopnia, że siedziałam z szeroko otwartą buzią. Nie jestem specjalistą, jeśli chodzi o muzykę, nie znam się na gamach, aranżacjach, tonacjach, ale jako zwykły słuchacz wiem, że to właśnie dzięki takim piosenkom jak „Małgocha” kocham rocka.

Po tym utworze i po wysłuchaniu tego, co artysta mówił między piosenkami, odniosłam wrażenie, że Jacek Musiatowicz ma poczucie pewnej misji społecznej, obowiązku przestrzegania i nawoływania do zaopiekowania się samym sobą, a potem kimś innym (to takie moje małe domyślne filozofowanie). Zostając już w kręgu domysłów, podejrzewam, że w następnej piosence - „I tylko Ty mnie słodki Boże” - śpiewa, skąd tak naprawdę bierze siłę do spełniania swojej misji, grając po 200 koncertów rocznie w szkołach dla dzieciaków w ramach profilaktyki. Piosenka napisana z pomocą jego przyjaciela ks. Jana Twardowskiego jest modlitwą: „I tylko Ty mnie słodki Boże w opiece swojej miej (…) kilka serc otworzyłem być może otworzę jeszcze (…) jesteś Ty obok mnie.” Jego siła bierze się jak sam mówi „z rzeczy niebieskich”, o czym przekonuje w „Niebieskim czajniku”. Geneza powstania tej piosenki (żona artysty - Wioletta spaliła niebieski czajnik i bardzo jej było go szkoda) otworzyła jakby drugą cześć koncertu, która była już bardziej osobista i bardziej romantyczna (coś co tygryski lubią najbardziej).

Przyczyną powstania kolejnej piosenki był nikt inny tylko Wioletta, która to siłą kobiecej perswazji skłoniła swego męża, by pozostał w domu, zamiast wyjeżdżać w trasę z Oddziałem Zamkniętym. To była niewątpliwie dobra decyzja, bo jej skutkiem jest piosenka „Burza” i słowa, które mnie urzekły, a które są jednocześnie puentą utworu: „Więc jeśli mnie kiedyś zapytasz, czy warto jest żyć, czy też nie. Jeżeli swe drzwi pozamykasz, straszniejsze jest życie niż śmierć.” Żona Wioletta, nazywana przez swego męża „Aniołem Stróżem” lub bardziej prozaicznie „Pyzą”, jest również motorem sprawczym następnej, jakże pięknej piosenki „Jeżeli chcesz”, którą to właśnie dla niej napisał. Mój niepoprawny romantyzm i wiara w prawdziwą miłość każe mi się zachwycić tym erotykiem. Gdybym była osiemnastowieczną pensjonarką, to bym się zaczerwieniła słysząc jego słowa. Ale ponieważ teraz nie czerwienię się już nawet na Leśmianie, powiem jedynie: ehhh, jaka piękna piosenka! „Mojego serca serce linią warg prowadzisz, masz bardzo wiele ust i wszystkie mieć bym chciał”.

Opublikowany: 2011-10-18 21:18:52
Strony:
Fotogaleria